7 października 2014

Szybka fryzura z użyciem ... skarpety!

Długie włosy mają to do siebie że ciężko je okiełznać. Jeśli dodatkowo się kręcą, puszą i  żyją własnym życiem to już w ogóle katastrofa! Nie lubię chodzić z rozpuszczonymi włosami i zazwyczaj związuje je w wysoki, koński ogon. Zdaje sobie sprawę że ciągłe upinanie im nie służy, dlatego jedynie w domu mogą swobodnie odpocząć po całodziennych katuszach. A co jeśli warkocz czy kucyk się znudzi? W tamtym roku natknęłam się fajne, szybkie upięcie z użyciem wypełniacza. Niestety nie mogłam go nigdzie dostać, dlatego tak jak radziły dziewczyny wykonałam go sama ze SKARPETKI. Upięcie jest szybkie i wygodne, jednak nie zadowalało mnie w 100%, bo nie wyglądało tak jak u innych. Niedawno natknęłam się na kanał youtube przeuroczej Shani, w którym krok po kroku pokazuje ową fryzurkę. Zrobiłam wypełniacz o wiele mniejszy i zakładałam go zgodnie z instrukcjami. I to był strzał w dziesiątkę! 
Powyższy oponek wykonany jest z dwóch, białych stopek oraz owinięty został czarną, koronkową skarpetką. Poprzedni był o wiele za duży i nie wyglądało to byt ładnie. Całe wykonanie koczka odbywa się zupełnie inaczej. Poprzednio nakładałam go na wysoką kitkę, dokładnie obtaczałam włosy wokół niego i nakładałam drugą gumkę. Resztę włosów owijałam w koło, a wystające kosmyki spinałam spinkami. 

Teraz robię podobnie, lecz oponka owijam wokół włosów tak jak robi to Shani . Efekt końcowy jest rewelacyjny!! : ) 

Tanim kosztem z odrobiną cierpliwości można stworzyć szybką fryzurkę do szkoły czy pracy : ) 
Koniecznie dajcie znać czym Wam się podoba. 
Buziaki Carolina!

30 września 2014

Wrześniowe nowości.

Kolejny miesiąc już praktycznie za nami. Czas leci mi niesamowicie szybko ... Wakacje dobiegły końca i przede mną pierwszy, cały weekend w szkole. Co by sobie jednak to czekanie umilić, wpadłam na chwilę do drogerii i oczywiście nie wróciłam do domu z pustymi rękami : ) Wszystko w rozsądnych ilościach- sumiennie zużywam zapasy i przestałam je chomikować. Ilość opakowań czekających na swoją kolej nadal mnie przeraża!  

Kiedy na blogach trwał szał na nową, manukową serię Ziaji ja trzymałam się na uboczu. Czekałam, czytałam i rozmyślałam co by tu wypróbować i nie żałować. Ostatecznie promocja w osiedlowej drogerii skutecznie mnie przekonała do zakupów i zdecydowałam się na pastę oczyszczającą. Użyłam jej na razie trzy razy, ale nie powaliła mnie jakoś szczególnie. Zobaczymy jak będzie dalej. O maści na odciski (działającej jak złuszczające skarpetki)  czytałam na blogu u którejś z Was i będąc w aptece wrzuciłam ją do koszyka. 

Przechodząc obok Rossmana przypomniałam sobie o promocji na mydełka nieznanej mi firmy Himalaya i po dłuższym zastanowieniu skusiłam się na dwie inne wersje- w sklepie byłam przekonana że faktycznie tak jest, lecz w domu po przeanalizowaniu składu oprócz opakowania nie różnią się niczym! Nie wiem co o tym myśleć ... 

Nowość od firmy Biovax- maseczka intensywnie regenerująca to przesyłka od sklepu Biutiq . Użyłam jej już kilka razy, także niebawem spodziewajcie się recenzji : ) 

Szampon i maska do włosów z olejkiem arganowym firmy Bioelixire to przesyłka od Moni z bloga kulkaowszystkim. Jeszcze raz pięknie dziękuje! : * 

Na sam koniec, niespodziewana przesyłka od Rimmela a w niej najnowszy podkład, który zbiera jak na razie same pozytywne opinie w sieci, oraz dwa cienie z serii Magnif'eyes. Brąz jest rewelacyjny! 

Koniecznie dajcie znać co Was najbardziej zaciekawiło : ) 

Buziaki Carolina!

22 września 2014

Przepuklina kręgosłupa, jak z tym żyć?

Choroby kręgosłupa dotykają coraz większej liczby populacji. Począwszy od ludzi starszych, aż po młodzież a nawet dzieci. Dlaczego tak się dzieje? Coraz więcej czasu spędzamy przed komputerem, telewizorem w nieprawidłowych pozycjach, które Nasz kręgosłup musi codziennie znosić. Źle dobrany sport, nadmierny wysiłek fizyczny czy dziki pęd za idealną sylwetką doprowadził kręgosłup wielu ludzi do ruiny. Jak to mówią ' jak człowieka boli to znaczy że żyje' tyle że czasami ból jest tak silny że nie daje żadnej satysfakcji z tego życia. Każdy dzień staje się udręką, ciężko jest się podnieść z łóżka, a doktorzy to najwięksi wrogowie. Człowiek zawsze był i będzie mądrzejszy od innych, nigdy nie zrozumie dopóki nie dotknie go to bezpośrednio. Spoglądając za okno, dzieci biegających beztrosko po placach zabaw jest coraz mniej. Nadeszła era telewizora, tabletów czy laptopów. Rozmowy toczą się już tylko w formie wirtualnej. Siedząca praca, godziny spędzone na łóżku z książkami czy odrabianie lekcji na kolanach. Zadarta noga na krzesełku, ciężkie siaty z zakupami zawieszane na ramionach. Znajome? A jakże! A potem pozostaje tylko ból, a lepiej jest zapobiegać niż leczyć bo wiadomo że kręgosłup mamy tylko jeden i niestety nie umiemy o niego dbać. Dlaczego o tym wspominam? Historia dotknęła bezpośrednio mojej osoby i chciałabym Was ostrzec, a przede wszystkim  dać do myślenia.

Czym w ogóle jest przepuklina? To nic innego jak przysłowiowe wypadnięcie dysku. Jest to wysunięcie krążka międzykręgowego poza przestrzeń międzykręgową powodującą ucisk na rdzeń lub nerwy, które od niego odchodzą. Przypadłość ta może dotyczyć całego kręgosłupa, bądź poszczególnej wysokości- najczęściej dotyczy to lędźwi. Najrzadziej ulokowana jest w odcinku szyjnymi czy piersiowym. Wspominany już wcześniej krążek, spełnia rolę poduszki, która amortyzuje obciążenia, które każdego dnia fundujemy naszemu kręgosłupowi. 
źródło: google.pl

Jak się objawia? Najczęstszym objawem (który dotknął również i mnie i gdyby nie on podejrzewam że dalej nie wiedziałabym o jej istnieniu)  to rwa kulszowa. Są to dolegliwości związane z powstałym uciskiem. Ból z nim związany zazwyczaj promieniuje do lewej bądź prawej nogi. Pojawia się coraz częstsze mrowienie w kończynach, problemy z oddawaniem moczu czy kału, problemy z schodzeniem, leżeniem czy spaniem. Nieprawidłowe schylanie również sprzyja nadmiernemu bólowi, nie wspominając już o bolesności przy kichaniu. Dolegliwości są tak silne  że uniemożliwia swobodne poruszanie. Zmiany występujące w okolicach szyjnych czy piersiowych nie objawiają się tak istotnie jak wspomniane juz wyżej- jest to zazwyczaj lekki ból w okolicach karku, uniemożliwiajacy swobodne poruszanie głową. Jakie są przyczyny tego schorzenia? Prócz tych wrodzonych, głównym czynnikiem są oczywiście urazy mechaniczne. Mogło by się przypuszczać że jedynym czynnikiem prowadzącym do powstania przepukliny jest dźwiganie, podnoszenie ciężkich przedmiotów czy ciężka praca fizyczna. Otóż nie. Jest wiele czynników, na które w życiu codziennym nie zwracamy najmniejszej uwagi. Nieumiejętne podnoszenie ciężkich rzeczy, schylanie się, czy garbienie. Zła postawa ciała, niewygodne pozycje siedzące czy zbyt duży wysiłek podczas uprawiania sportu. Główną przyczyną w tworzeniu przepukliny jest siedzący tryb życia, który ogromnie osłabia Nasze mięśnie grzbietowe. Osoba spędzająca większość życia w pozycji siedzącej, wykonująca godzinny a jakże modny ostatnio zestaw ćwiczeń robi sobie tylko krzywdę. Kręgosłup przyzwyczajony do wiecznego spoczynku, reaguje szokowo. Skoro wiemy już co to jest i jak się objawia to jak się to leczy? Oczywiście najlepszym i pierwszym w kolejności sposobem jest fizjoterapia czyli indywidualnie dobrane ćwiczenia i zabiegi. Nigdy nie wykonujmy nic na własną rękę! Największą ulgę przynoszą zabiegi laserem i prądem które zmniejszają dolegliwości bólowe lecz ich nie usuwają. Bardzo popularną metodą leczenia tych przypadłości jest metoda Mckenziego, polegająca na mechanicznym wepchnięciu wystającej przepukliny. Wykwalifikowany fizjoterapeuta przeprowadzi obszerny wywiad, pokaże ćwiczenia oraz nauczy codziennych czynności. Kiedy wszystkie inne sposoby zawiodą, ostateczną drogą do SKUTECZNEGO wyleczenia staje się operacja. Wbrew pozorom objawy lubią wracać. Jest to choroba z którą trzeba nauczyć się żyć, zmienić swoje nawyki i zaznajomić się z radzeniem w sytuacjach kryzysowych. Żadne leki, zabiegi czy ćwiczenia nie usuną czynnika bólowego, lecz zmniejszą jedynie bolesności związane z codziennym życiem. 

W marcu bieżącego roku, kiedy nie mogłam już chodzić i normalnie funkcjonować zostałam skierowana do szpitala z rozpoznaniem ostrej, zaawansowanej rwy kulszowej. Po zrobieniu pierwszych prześwietleń okazało się że zmiany są na tyle duże i trzeba rozszerzyć diagnostykę dodatkowo o rezonans magnetyczny. Diagnoza była oczywista i jednoznaczna. Podczas 5 dniowego pobytu na oddziale neurologicznym, wybraniu masy kroplówek przeciwbólowych i zabiegów zostałam wypisana do domu w stanie ogólnie dobrym z dalszym leczeniem w poradni neurologicznej, rehabilitacyjnej i ze wskazaniem do konsultacji neurochirurgicznej. Objawy miejscowo ustąpiły, jednak czucie w nodze zaatakowanej przez rwę było znikome. Każda najmniejsza czynność sprawiała mi problemy.
W szpitalu jednak trafiłam na rehabilitanta, który zaproponował mi leczenie metodą Mckenziego o której wspominałam już wyżej, polegającą na zmianie nawyków oraz wykonywaniu tz. przeprostów.
źródło: google.pl
Uczyłam się na nowo praktycznie każdej czynności. Sięgania do szafek, podnoszenia z łóżka, ubierania czy mycia zębów Ból z czasem wygasł, więc nawet nie dopuszczałam do siebie innej myśli i mocno wierzyłam że operacja nie będzie konieczna. Przepuklina niestety nie dawała o sobie zapomnieć i z każdym dniem bolesność robiła się coraz mocniejsza, Dopiero wtedy postanowiłam udać się do neurochirurga. Żałuję że nie zrobiłam tego wcześniej. Niestety, wizyta u specjalisty wszystko zmieniła. Ostateczna diagnoza- operacja. Nie będzie ona jakaś wyjątkowo skomplikowana, ale sam fakt że jest to ingerencja chirurgiczna niesamowicie mnie przeraża. Po początkowym szoku, zgodziłam się. 31 sierpnia 2015 roku mam stawić się w klinice w Lublinie. Termin niesamowicie odległy, jednak w razie konieczności pomoc uzyskam od razu. Pomyślicie pewnie że powinnam od razu zapisać się na operację przepukliny, ale zwlekałam. Próbowałam szukać innych sposobów mimo to że od razu powiedziano mi że to nie ma sensu. Jednak otrzymałam cień nadziei, w rezultacie z biegiem czasu wolałabym jej nie mieć. Życie z przepukliną jest jak pogoda- raz piękna i słoneczna, zaś drugiego dnia wieje chłodem. Mając 22 lata w życiu nie spodziewałam się że biegnąc z dzikim pędem za piękną sylwetką czeka mnie takie cierpienie. Nieumiejętne wykonywanie ćwiczeń prowadzi do zrujnowania sobie kręgosłupa. Powtarzam to każdemu i będę to robić już do końca życia. 

Strach przed zabiegiem jest, ale wyobrażając sobie życie bez bólu jestem w stanie znieść wszystko. Mam nadzieję że moja historia komukolwiek chociaż odrobinę otworzy oczy. Mogłoby się wydawać że problemy związane z kręgosłupem Nas młodych nie dotyczą. ' Przecież każdego w tych czasach boli kręgosłup'. 

Tygodnie w zdjęciach.

Ostatni wpis tego typu pojawił się dość dawno. W ostatnich tygodniach rzadko udzielałam się na Instagramie, także nie miałam za bardzo co Wam pokazać, a wiem że moje posty jedzeniowe wywoływały u Was ślinotoki dlatego chciałabym do tego wrócić :P Sama nie jestem do końca przekonana czy te wpisy dalej mają jakiś sens, więc koniecznie dajcie znać czy lubicie przeglądać takie mobile mixy : ) 
Pogoda jest dzisiaj fatalna, ciemno buro i ponuro także zapraszam Was na luźny przegląd tego co ostatnio się u mnie działo. 

1/ Tak jak już wspomniałam, mój poprzedni laptop postanowił pewnej pięknej niedzieli odejść na emeryturę, ale mama oczywiście wybawiła mnie z opresji i mogę cieszyć się nowym Asusowym cudeńkiem z którego jestem niesamowicie zadowolona. 
2/ Kiedy temperatury spadły poniżej 10 stopni, musiałam na gwałt kupić kurtkę. Oczywiście na drugi dzień słupki rtęci wskazywały już ponad 20 stopni, ale co tam : ) Miałam w planach zakup tego modelu już w zeszłym roku, jednak skusiłam się na co coś zupełnie innego, lecz w tym roku już nie odpuściłam : ) 
3/ Przepiękny film, który wywołał u mnie lawinę łez, gorąco polecam!! 
4/ Oczywiście szał Biedronkowych zakupów ogarnął również mnie, lecz ubolewam nad tym że pozostały mi ostatnie 4 dni wakacji ... 

5/ Selfie z rana jak śmietana! (uwielbiam ten panterkowy komin z Pepco za piątaka!) 
6/ Pyszny waniliowy budyń od Nesquika <3 
7/ I równie pyszne kokosowe ciasteczka. Do kawki idealne : ) 
8/ Początkiem września przerabiałam również zatrucie bądź grypę żołądkową, Trzy dni wycięte z życiorysu. 

9/ Mój pierwszy raz z kaszą jaglaną nie należał do udanych. Podczas robienia powyższego zdjęcia talerz z plackami upadł na płytki rozbijając się na milion kryształków. Jedzenie jedzeniem, ale zdjęcie na insta musi być :D Także się najadłam :D 
10/ Szybkie upięcie- warkocz. 
11/ Testuję właśnie nową maseczkę do włosów, która jest na prawdę obiecująca 
12/ a ubiegły tydzień upłynął mi na wizytach u dentysty. Jestem z siebie dumna, bo wreszcie przezwyciężyłam lęk i trafiłam na rewelacyjnego lekarza : ) 

Buziaki Carolina!

20 września 2014

Bezkaloryczne słodkości!

Maniaczką mazideł do ciała nie jestem, ale jeśli coś wpada w moje ręce to zdecydowanie są to masła do ciała. Lubię je za ogromny wybór zapachów, wygodne opakowania (w tym przypadku pompka zupełnie mnie nie ekscytuje, mam wrażenie że wyposażone w nią produkty zużywam strasznie długo) oraz (zazwyczaj) przyzwoite działanie. Dziś kilka słów na temat waniliowo-pistacjowego masła do ciała od Bielendy. 

Kosmetyk zamknięty jest w plastikowym słoiczku, zabezpieczony dodatkowo folią ochronną- wiadomo ogromny plus bo wiadomo że w sklepach klientki lubią sobie co nie co powąchać więc mamy pewność że masło jest świeże i niezmacane. Dla mnie takie dozowanie produktu jest najwygodniejsze.

Konsystencja bardzo przypomina budyń, jest lekka a zarazem treściwa. Aplikacja nie sprawia najmniejszego problemu, produkt świetnie i szybko wchłania się w skórę. Zapach-słodki, otulający jednak przy codziennym stosowaniu może stać się mdły i uciążliwy.

Producent obiecuje Nam ujędrnianie, nawilżanie, poprawę nastoju oraz wyglądu skóry. Jak to się ma w rzeczywistości? Masło faktycznie nawilża, pozostawia skórę gładką i miękką lecz żadnego ujędrnienia nie zauważyłam. Moja skóra nie jest zbytnio wymagająca, także dla mnie jest ono wystarczające. Zdecydowanie poprawia samopoczucie, a w opakowaniu bardzo przypomina mi tą jasną część Monte którego jestem wielbicielką. Aż chciałoby się go jeść łyżeczką :P Jeśli chodzi o wydajność to jest to kwestia dość osobista- według mnie jest średnio wydajne (pomimo swojej nie gęstej konsystencji). Nie podrażnia, nie zapycha (pomimo parafiny w składzie). Nie wywołuje reakcji alergicznych.

Masełko dostępne jest praktycznie w każdej drogerii, a jego cena za 200 ml oscyluje w granicach 15 zł. Oprócz powyższego zapachu w skład tej serii wchodzi również połączenie czekolady z karmelem oraz kakaa i orzecha laskowego. 
Skład: 


Koniecznie dajcie znać czy lubcie takie słodkie zapachy czy raczej stawiacie na coś neutralnego : )

Ps. Wybaczcie moją chwilą nieobecność. Żyję, mam się dobrze lecz wtorkowa wizyta u dentysty całkowicie wyłączyła mnie ze świata zewnętrznego :P 

Buziaki Carolina!

14 września 2014

Woda woda komu woda!?

O tym jak bardzo ważne jest w Naszej codziennej diecie pice wody, zostało powiedziane już bardzo dużo. Nie mam zamiaru przytaczać tutaj fragmentów z książek czy artykułów a raczej krótko podsumuję moje osobiste doświadczenia. Dzisiaj na chwilę odbiegniemy od tematów kosmetycznych. Wszystko za sprawą dzbanka filtrującego wodę, który jakiś czas temu otrzymałam od firmy Dafi. Z tego typu produktem spotkałam się pierwszy raz. Pamiętam dokładnie szał na firmę, która jakiś czas temu owładnęła całą blogosferę. Ja trzymałam się na uboczu, ale czemu nie spróbować czegoś innego, tym bardziej gdy nadarza się okazja? Od dnia otrzymania dzbanka, na dobre pożegnaliśmy się z nakładką filtrującą (i tym uciążliwym zmienianiem torebek filtrujących do kawy). Zacznijmy zatem od początku : )

Model dzbanka który otrzymałam to 4 litrowy (z czego otrzymujemy dwa litry przefiltrowanej wody) omega unimax z ledowym wskaźnikiem zużycia filtra w kolorze białym. Wykonany jest z dobrej jakości, solidnego plastiku. W przesyłce znajdował się również standardowy filtr  składający się między innymi z siateczki filtrującej oraz wkładu z żywicy jonowymiennej i węgla aktywnego. Oprócz wersji podstawowej dostępne są trzy rodzaje wkładów: do wody twardej, wzbogacający wodę w magnez, oraz ten dbający o właściwe pH naszego organizmu. 

Pokrywa dzbanka wzbogacona jest w ledowy wskaźnik zużycia filtra. Niebieskie światełko oznacza możliwość dalszego użytkowania, zaś czerwona przypomina Nam o zmianie wkładu na nowy. Jeden wsad pozwala na przefiltrowanie ok 150-200 litrów wody, w zależności od stopnia twardości wody.Usuwane są z niej chlor, metale ciężkie, detergenty, herbicydy i pestycydy.  Dodatkowo na samej górze, znajdziemy wygodny wlew, który pozwala na dozowanie wody do dzbanka bez konieczności ściągania całej pokrywy. 

Woda filtruje się na prawdę szybko. A jak smakuje? Uwierzcie mi na słowo (jeśli nie korzystacie z tego produktu) różnica jest KOLOSALNA. Nie jestem w stanie powiedzieć jaki stopień twardości ma moja woda, ale pijąc ją bezpośrednio z kranu drapie w gardło. Ponadto w czajniku osadza się ogromna ilość kamienia, nie wspominając już o 'kożuchu' znajdującym się np. na zaparzonej herbacie. Dotychczas wraz z rodzicami używaliśmy takiej nakładki, gdzie umieszcza się filtry do kawy, ale jest to strasznie uciążliwe. Po dwóch, maksymalnie trzech dniach trzeba je zmieniać bo woda już nie może swobodnie przepływać. Tutaj nie muszę się o nic martwić : ) Przefiltrowana woda ma delikatny smak. Bez obaw można pić ja bezpośrednio z dzbanka, bez ówczesnego przegotowania tak jak wodę mineralna (dzięki temu można sporo zaoszczędzić, a i nie trzeba się martwić gdy się skończy). Wody piję na prawdę dużo, staram się aby nie było jej mniej niż dwa litry, Moja sucha cera bardzo ceni sobie dużą ilość płynów, a wiadomo również że woda to sprzymierzeniec osób będących na wiecznej diecie, czy prowadzących zdrowy tryb życia : )

Koszt takiego dzbanka waha się w granicach 70 zł (w sklepach można go często upolować w niższej cenie) zaś miesięczny koszt filtru to zaledwie 15 zł. Wiadomo że sam produkt kupujemy tylko raz i jest to inwestycja na lata. Dzbanki występują w 8 wariantach kolorystycznych, oraz w czterech pojemnościach. 



Koniecznie dajcie znać co sądzicie na temat filtrowania wody, a może macie już swoje dzbanki? 
Jeśli Was nie przekonałam, koniecznie zapoznajcie się z trzeba krokami Dafi, według których można przygotować pyszny, orzeźwiający napój : )  więcej do poczytania tutaj

Buziaki Carolina!

12 września 2014

Kosmetyczne rozpieszczanie.

Zdaję sobie sprawę że połowa z Was ma już serdecznie dość oglądania tego typu postu, ale nie byłabym sobą gdybym i ja nie pochwaliła się fantastyczną przesyłką od Pani Ani oraz firmy Lirene i Under 20. Zawartość paczki była mi już znana, jednak moja euforia nie ustawała ani na trochę i z niecierpliwością wyczekiwałam kuriera : )

Kiedy już dorwałam się do ogromnego pudła niczym 32 calowy telewizor znalazłam w nim pięknie ilustrowaną książkę Ani Orłowskiej, oraz torebeczkę 'nerkę' idealną na telefon i portfel. Połączenie kolorystycznie niesamowicie mi się podoba a na przyszłe wakacje będzie jak znalazł : )

Trzy, butle nowych żeli pod prysznic o rewelacyjnym zapachu szampańskiej truskawki oraz brzoskwiniowego deseru. Niestety pomimo wielu zachwytów nad aromatem różanego ogrodu, mnie osobiście mnie on nie przekonuje. Za to mamie bardzo się spodobał : )

Dwie nowości z serii Lirene Emolient: odżywcze serum sos, balsam lipidowy oraz jako gratis sojowa świeca idealnie wpasowana w klimat kosmetyków. Niestety jest bezzapachowa, lecz niezapalona pachnie bardzo mlecznie : )

Kolejny rewelacyjny gadżet czyli masażer do stóp oraz dwa kremy przeciw pękającym piętą oraz szorstkości.

Dalej mamy dwie nowości z firmy Under 20, dwa kroki przeciw trądzikowi czyli maseczka glinkowa i nawilżająca oraz multicleanser z którym wiążę duże nadzieje. Z doświadczenia wiadomo że kosmetyki nadające się do x rzeczy w rezultacie są do niczego, to z tym wiążę duże nadzieje, bo zbiera sporo pozytywnych opinii : )

W paczce znalazłam również przeuroczy, wiklinowy koszyczek wyścielony białym materiałem a w środku dwie torebeczki. W jednej z nich znajdowała się saszetka zapachową do szafy- jaśmin i drzewo sandałowe. Pachnie przecudnie!! Ponadto rumiankowy żel do higieny intymnej.

Za każdym razem przesyłki są tak niesamowicie dopieszczone, a oprócz wspaniałych kosmetyków znajduję w nich mnóstwo przydatnych gadżetów. Po rozpakowaniu na prawdę długo nie mogę dojść do siebie i co najmniej tydzień zbieram szczękę z podłogi ;D Dziękuję pięknie jeszcze raz!! : )

Jak Wam się podoba zawartość paczki? Coś szczególnie Was zainteresowało? : )
Buziaki i miłego Weekendu!
Carolina.